FANDOM


Rozdział Pierwszy                                                                                                                                                 "W którym ratuję Osiemnastkę i prowadzę ją do skromnej siedziby naszego zakonu (Oczami Sona Nguyena)

Stanąłem przed budynkiem Abstergo. Jeszcze nie było policji przyszedłem w ślad za Terrorystami. Wszedłem do budynku i zobaczyłem od razu leżącą dziewczynę w mniej więcej takim samym wieku co ja ale... pochylał się nad nią ogromny Terrorysta bez zastanowienia wyciągnąłem na wierzch swoje ukryte ostrze i przebiłem mu głowę w dodatku akurat w tym miejscu w którym mózg łączy się z rdzeniem kręgowym.

-Śpij spokojnie. - powiedziałem i podeszłem do dziewczyny 

Miała ona brązowe włosy była szczupła i nieznacznie wyższa ode mnie, obudziłem ją.

-C-co?-Spytała dziewczyna po czym spojrzała na mnie.

-Jesteś Obiekt numer 18?-zapytałem.

-Co?-spytała irytując mnie .

-Czy jesteś Obiekt Numer 18? Grzebali w wspomnieniach twojego przodka?

-Tak...-Odpowiedziała tylko.

-Świetnie-powiedziałem i podniosłem ją gdyż zauważyłem że była ranna nie mogłem marnować czasu na opatrywanie jej policja mogła w każdej chwili przyjechać pobiegłem więc do wyjścia. Wtem zobaczyłem radiowozy przyjeżdżające do budynku. Zakląłem cicho i pobiegłem szybciej dziewczyna o dziwo nie zadawała pytań spojrzałem na nią i zorientowałem się że śpi "Dobrze"-pomyślałem-"Będzie mniej kłopotów" pobiegłem dalej aż znalazłem się przed studzienką kanalizacyjną obudziłem dziewczynę.

-Gdzie my jesteśmy?!- Spytała- I kim ty jesteś?!

-Złaź na dół- odpowiedziałem wskazując otwartą studzienkę

-No chyba cię pogięło- Odpowiedziała zuchwale

-Złaź albo cię zmuszę siłą- powiedziałem uruchamiając swe ostrze. Dziewczyna szybko zrozumiała aluzję i zeszła na dół ja zszedłem drugi podniosłem ją na dole i poszedłem znaną sobie drogą i dotarłem do zamkniętych metalowych drzwi.

-Kto tam?-Spytał się głos za drzwiami.

-To ja Wolf, mam Osiemnastkę.-Odpowiedziałem a zza drzwi które się otworzyły wyskoczył mój ojciec który jest

==Rozdział 2==                                                                                                                                                   "W którym przesłuchuję Mary"

-Musimy gdzieś położyć naszego gościa- Powiedział ojciec i wskazał na nowy stos siana z poduszką i kocem.-tam ją połóż.

-Tak.-Odpowiedziałem i wykonałem rozkaz.

-A teraz-zacząłem.-jaki świr powierza dziecku zadanie wtargnięcia się do bazy wroga i uwolnienie potencjalnego sojusznika? a może ona jest po ich stronie?! TAM BYLI TERRORYŚCI MOGŁEM UMRZEĆ-Wykrzyczałem i spojrzałem na wszystkich.

-Tylko spokojnie-powiedział Alan a ja na niego spojrzałem widać był rozbawiony był o rok starszy ode mnie lecz tego samego wzrostu miał blond włosy i brązowe oczy często mnie denerwował swoim spokojem

-Alan...-zacząłem-Ja mam być spokojny? wysłali mnie najmłodszego członka bractwa bym wtargnął do bazy wroga i uratował dziewczynę która być może została przekabacona na ich stronę! Być może zaraz ucieknie i powie Templariuszom gdzie mamy ostatnią kryjówkę?!-Wykrzyczałem na cały głos a Osiemnastka się obudziła spojrzałem na nią zobaczyłem że rany są już opatrzone więc sięgnąłem po swoją katanę leżącą na stole i przyłożyłem do jej szyi po czym powiedziałem:

-Dobrze...a teraz nam grzecznie odpowiesz na nasze pytania po pierwsze jak udało ci się wyjść na parter?

-Pobiegłam ile sił w nogach-odpowiedziała bez cienia strachu co mnie zaskoczyło zadałem kolejne pytanie:

-Jak się nazywasz?

-Marry

-A nazwisko 

-Nie znam swojego nazwiska

-Dobrze a więc powiedziałaś nam co wiesz teraz nasza kolej. Jesteśmy w ostatniej kryjówce Asasynów która jest tuż pod nosem Templariuszy jak to mawiają "Pod latarnią najciemniej". Ja jestem "Wolf" to moja ksywa mam jakąś chorą obsesję na punkcie wilków ten rozbawiony idiota-powiedziałem wskazując palcem Alana-to Alan a ten pan-wskazałem na Tatę-to mój ojciec w sumie jest nas razem z tobą 12 reszta polazła na zwiady-zakończyłem i zabrałem katanę chowając ją do pochwy (bez skojarzeń) po czym usiadłem przy stole nalałem sobie wody i wypiłem wtem przez drzwi weszło ośmiu naszych rannych towarzyszy

Rozdział Trzeci w Którym Templariusze wkradają się do bazyEdytuj

-Szybko uciekajcie! oni już tu są!-krzyknął jeden z nich po czym rozległ się strzał a Asasyn stojący obok mówcy padł martwy jeszcze 7 strzałów i wszyscy zginęli a przez otwarte drzwi wszedli Templariusze z bronią palną lecz ja tylko się uśmiechnąłem z pogardą

-Broń palna jest dla ciot!-wykrzyknąłem i wyciągnąłem katanę po czym pobiegłem na jednego z Templariuszy "jeżeli mam zginąć to  w czasie boju"-pomyślałem i przebiłem jednego z Templariuszy na wylot kolejni dwaj postrzelili mi ramię i upadłem na ziemię

-Nie ruszaj się mały szczeniaku-powiedział strzelający i głośno się zaśmiał a ja niedowierzałem nie dlatego że się nademną zlitowali lecz dlatego że śmieją się gdy ich towarzysz leży martwy

-Z czego się śmiejecie?! Wasz towarzysz nie żyje-krzyknąłem na całe gardło

-I co z tego?-odpowiedział jeden z nich i zaśmiał się jeszcze głośniej po czym pochylił się nad jego ciałem i zaczął go przeszukiwać. Wykorzystując sytuację niepostrzeżenie zdrową ręką wyjmując mu pistolet z kabura i strzeliłem mu w głowę

CDN

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki