FANDOM


 Wybiła północ, niebo było zasnute chmurami. Samara szła od kilku godzin, już dawno zostawiając za sobą granice Agawartu z każdym krokiem coraz bardziej zagłębiając się w nieznane tereny, a z każdym krokiem coraz bardziej ogarniały ją wątpliwości. A co jeśli legenda o Ostatniej Wyspie Końca Świata faktycznie okaże się tylko bajką? W końcu Jessica ma rację… legenda bez względu jak bardzo ktoś w nią wierzy pozostanie legendą i nawet jeśli jest w niej ziarno prawdy, nie można powiedzieć ile z tego co mówią ludzie jest rzeczywistością, a ona porwała się z motyką na słońce Wyruszyła bez żadnych konkretnych informacji… poza tym podróż przez wody otaczające Wyspy Końca była szalenie niebezpieczna. Nie bez powodu nazywano te wody Morzem Mgieł. Marynarze, którzy chyba tylko cudem przeżyli opowiadają, że w tamtych rejonach nad wodą unosi się dziwna mgła, która odbiera rozum żeglarzom… Ci zapominali o tym że w ogóle znajdują się na statku, co zwykle kończyło się rozbiciem o skały lub wypadnięciem za burtę. No i jest jeszcze jedna sprawa: Co łowca może wiedzieć o żegludze? Co innego co prawda rozległe, ale spokojne jeziora a morze, żywioł niebezpieczny nawet dla doświadczonych żeglarzy...

Dręczona tymi myślami Samara usiadła pod drzewem i bezmyślnie spojrzała w niebo. Księżyc był już prawie pełną kulą, najwyżej tydzień dzielił go od pełni, a w tedy klątwa zacznie działać...
Ten fakt jeszcze bardziej ją przybił. Przypomniały jej się wszystkie wydarzenia ostatniego dnia. Zły sen, kłótnia z Lewisem, zawód, gdy okazało się, że list od rodziców nadal nie przyszedł, gruzy rodzinnego domu… wszystkie te obrazy znowu stanęły Samarze przed oczami jak żywe,  następnie jej pamięć zaczęła zagłębiać się w kolejne dni, dziewczyna pochłonięta rozmyślaniem nawet nie zauważyła że między drzewami przedziera się jakiś cień… Z rozmyślań wyrwało ją dopiero ostrzegawcze warknięcie Diego który siedział niedaleko ukryty w krzakach. Samara szybko zerwała się na nogi i chwyciła łuk, ale właściciel cienia był szybszy- strzała przecięła powietrze zaledwie centymetr nad głową Samary.
-Wynoś się stąd, to moje tereny łowieckie – powiedział nieznajomy podchodząc do Samary. W ciemnościach trudno było stwierdzić kim jest obcy.
- Spokojnie, ja tędy tylko przechodzę… nie mam zamiaru tutaj polować- odpowiedziała Samara, nadal nie spuszczając łuku z nieznajomego i tej chwili księżyc wyszedł zza chmur i dziewczyna wreszcie mogła się przyjrzeć obcemu : była to około piętnastoletnia dziewczyna, ubrana w typowy dla łowcy strój, na ramieniu miała też Znamię Łowcy, a na plecach długą bliznę, która wyglądała na powstałą od uderzenia mieczem.
-Jeśli „tylko przechodzisz” to idź trochę szybciej- warknęła nieznajoma.

- Dobrze, już idę… Jesteś bardzo przyjemna wiesz? – odpowiedziała Samara z przekąsem i ruszyła przed siebie. Wrogo nastawiona dziewczyna już postawiła krok naprzód, by iść za Samarą, ale nagle zatrzymała się w miejscu wpatrzona w jeden punkt.
-Ryś – powiedziała z nutą zdumienia, niedowierzania i podziwu w głosie.
-Co ?- zapytała się lekko zdezorientowana Samara.
-Ryś- powtórzyła dziewczyna i wskazała na Diego, który krył się w pobliskich krzakach a widząc jak jego właścicielka odchodzi próbował przemknąć niezauważony koło nieznajomej, co się nie powiodło więc teraz stał w miejscu z pozornym spokojem, ale widać było, że jest gotowy w każdej chwili skoczyć na wroga.
Samara uśmiechnęła się zapominając na chwilę o niemiłym przyjęciu i powiedziała:
- Heh, to mój.             Diego! – zawołała, a ryś w jednej chwili znalazł się tuż przy jej boku, nadal nie spuszczając wzroku z obcej dziewczyny. Ta stała teraz z szeroko otwartymi oczami.
-A-ale jak ? Jesteś z Summit  Lake ? - zapytała się

- Zgadza się. Jestem Samara Couteau. A ty kim jesteś? -zapytała się dziewczyna po czym wbiła spojrzenie w mrok. Zanim nieznajoma zdążyła cokolwiek powiedzieć, Samara zobaczyła wszystko wyraźnie, jakby ktoś nagle zapalił światło. Skierowała wzrok na ramię dziewczyny, na którym było widoczne Znamię Łowców, na początku widziała tylko dziwnie symbole, ale chwile potem symbole zaczęły przybierać kształt liter, aż w końcu utworzyły czytelny napis.
- Jesteś z klanu Wolfów? – zapytała się
-Tak. Nazywam się Lily Chase – przedstawiła się a w jej głosie słychać było chłód.

Samara jeszcze raz, dokładnie się jej przyjrzała. Coś uderzyło ją w wyglądzie dziewczyny. Po chwili uświadomiła sobie że spod włosów Lily wystają ledwo widoczne elfie uszy. Dziewczyna miała już zrobić na ten temat uwagę, ale w ostatniej chwili zamilkła. W tym momencie księżyc wyszedł zza chmur, oświetlając polankę na której się znajdowały. Samarze obecnie nie zrobiło to większej różnicy, ale jej towarzyszka najwyraźniej ucieszyła się z tego nikłego światła.

Przez chwilę dziewczyny stały w milczeniu, które przerwała Samara
- Umiesz się zmieniać w wilka tak?-  zapytała się Lily.
-Tak, w końcu to jest specjalność mojego klanu.-odparła zapytana.
-Heh. Co za ironia losu…

- O co ci chodzi?- zapytała się zdziwiona łowczyni, ale najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi, bo zastygła w milczeniu nasłuchując.

-PADNIJ!!! – wrzasnęła niespodziewanie i przywarła do ziemi, zdezorientowana Samara zrobiła to samo. Kilka strzał poleciało w ich stronę, mijając je zaledwie o milimetry. Zza krzaków wyszło sześciu zbójców: najwyraźniej uznali, że dwie dziewczyny nie będą dla nich wyzwaniem. To był ich największy i ostatni błąd w życiu. Lily błyskawicznie chwyciła sztylet, który miała przypięty do pasa i rzuciła go w stronę jednego ze zbójców. Samara nie miała zamiaru stać z boku i także rzuciła się w wir walki. Jej strzały przeszyły dwóch opryszków, następny padł od strzały jej towarzyszki. Pozostałymi dwoma zajął się Diego, nie dając im szans ucieczki.

- Nieźle walczysz – powiedziała do Lily lekko zdyszana Samara.
-Dzięki, niestety tutaj takie napady są od pewnego czasu codziennością…

-Ty też nie jesteś najgorsza- dodała po chwili dziewczyna. Obie uśmiechnęły się do siebie. Wrogość, którą jeszcze przed chwilą żywiły do siebie, wyparowała. Dziewczyny ruszyły przed siebie.

- Dla czego akurat „Diego” – zapytała po chwili Lily z lekkim rozbawieniem patrząc na rysia.
- A czemu by nie? – odpowiedziała także z rozbawieniem Samara. Wygrana walka, wprawiła je w dobry humor.
- Po prostu… Rysie są zwierzętami które właściwie przeszły już do legendy, tak jak smoki, a imię  Diego nie jest jakieś zbyt wyjątkowe…
-Ale za to w pełni pasuje do jego charakteru.

- Mówisz o nim jak o człowieku- zauważyła Lily. Samara przez chwilę milczała, pogrążona w myślach, po czym powiedziała:
- Gdy miałam jakieś sześć lat znalazłam Diego wysoko w górach. Był sam w jaskini, więc wzięłam go do domu. Od samego początku tylko mi pozwalał się do siebie zbliżyć… Jak podrósł zaczęłam brać go na polowania… Później przestał być taki nieufny i każdy z mojej rodziny mógł do niego podejść… Dla wszystkich jest jak członek rodziny. Może nie jest człowiekiem, ale dla mnie na pewno nie też zwykłym zwierzęciem. – potem zmieniła temat – A tak w ogóle to po co idziesz za mną ?
Lily gwałtownie zatrzymała się, przez co Samara prawie na nią wpadła. Na jej policzka było widać delikatny rumieniec.
-Em… no wiesz… - zaczęła z zakłopotaniem – chciałam tylko…
- Przypilnować mnie ? – Skończyła za nią Samara – Daj spokój, jakbym chciała tu rabować albo polować to bym nie pomagała ci walczyć z tymi rabusiami.
- Nie, nie o to chodzi! – broniła się dziewczyna- po prostu… Ludzie raczej nie chodzą sobie bez powodu po nieznanych terenach, a Agawart leży zbyt daleko żeby można tutaj od  tak zabłądzić. Musisz gdzieś zmierzać – powiedziała po czym spojrzała się pytająco na Samarę.
- Aha…czyli chcesz wiedzieć dokąd zmierzam.- stwierdziła łowczyni. Dłuższą chwilę milczała, wpatrując się w kamyk leżący u jej stup, po czym odezwała się uważnie dobierając słowa:
- Znasz legendę… O Ostatniej Wyspie Końca Świata?- zapytała.

Lily na początku patrzyła zdziwiona na nią, a potem wybuchła śmiechem.
-Nie żartuj! Ty wierzysz w tą starą bajeczkę? –zapytała w przerwie między wybuchami śmiechu, ale gdy zobaczyła poważną twarz koleżanki, umilkła.

- Ty … naprawdę chcesz się tam dostać- powiedziała po chwili zdumiona – ale co… co jest dla ciebie takie ważne żeby uciekać się do tak nierealnych sposobów?
Tym razem Samara milczała znacznie dłużej.
-Nieważne… - rzuciła i ruszyła przed siebie truchtem, a Diego swoim zwyczajem zaraz ruszył za nią w ślad. Lily została sama, przez chwilę zbyt zdezorientowana by się ruszyć. Dopiero po dłuższej chwili zaczęła biec w kierunku odchodzącej dziewczyny.
- Ej, zaczekaj! – krzyknęła, ale dziewczyna szła dalej.
Gdy Lily już ją dogoniła, były już daleko za terenami klanu Wolfów.
- Ej… ja nie chciałam… tego wiedzieć tylko… z czystej … ciekawości- powiedziała urywanymi zdaniami próbując złapać oddech. Samara zatrzymała się gwałtownie.
-Więc po co? – zapytała się trochę zbyt ostro niż zamierzała, więc dodała jeszcze :
-Nie mam czasu. Wiesz już gdzie idę, co jeszcze chcesz ?    - Widziałaś jak tu jest. Już dawno chciałam się stąd wyrwać, ale karawany kupieckie już dawno nie przechodzą tymi szlakami. No i teraz nareszcie natrafiła się okazja. – powiedziała Lily i wyciągnęła rękę w pojednawczym geście – Zgoda?

Samara zastanawiała się chwilę po czym uścisnęła rękę Lily.
- Zgoda – powiedziała.

Obie dziewczyny uśmiechnęły się do siebie i zaczęły iść przed siebie. Na horyzoncie pojawiło się już słońce.

Przepraszam że tak długo nie było żadnego rozdziału, ale szkoła nie dawała mi nawet chwili wolnego... Od dziś będę starała się wrzucać rozdziały regularnie.

 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki