FANDOM


 

 Ciemność. Nie była to naturalna ciemność nocy, pozwalająca schować się w cieniu… ta była przytłaczająca, jakby była wielką zasłoną narzuconą na wszystko wokół. Niewątpliwe coś się w niej kryło, Coś strasznego. Nagle z ciemności wyłonił się smok, ogromny, niemal tak czarny jak ciemność, która go otaczała. Z jego nozdrzy buchał dym… jeszcze chwila i zionie ogniem, spalając wszystko dookoła. A naprzeciw niego stała rudowłosa, szesnastoletnia dziewczyna, patrząca na swoją śmierć…

Samara obudziła się, z trudem łapiąc oddech. Znowu ten sen. Powtarzał się już od tygodnia, odkąd jej rodzice wyjechali, z powodu rzekomego zaobserwowania smoka w puszczach Leandru. Ale jedna rzecz ze snu wydawała jej się teraz realna … Dym. Dziewczyna zerwała się z łóżka i pobiegła do pokoju obok.
- LEWIS!- krzyknęła gdy tylko otwarła drzwi. Pokój był pełen dymu, a jasnowłosy, około dwunastoletni chłopiec próbował ugasić dywan, niemal całkowicie już spalony przez turkusowy ogień.
- Mówiłam ci, żebyś nie dotykał ksiąg Jessicy! – wrzasnęła dziewczyna jednocześnie wylewając na dywan kubeł wody, po czym otworzyła okno. Zaczynało już świtać.
- Dobra, daj już spokój… skąd miałem wiedzieć, że otwarcie księgi grozi wybuchem? – zapytał się Lewis.
-Ostrzegałam cię… Pamiętasz, co się stało zaraz po wyjeździe rodziców, jak byłeś taki ciekawski? – zapytała lodowatym tonem Samara.
Lewis posmutniał i spuścił głowę.
-Nadal się na mnie gniewasz?
- Nie -warknęła, po czym się gorzko roześmiała, dotknęła małego flakonika z czerwoną cieczą który miała zawieszony na szyi  i dodała sarkastycznym tonem:
- w końcu TYLKO rzuciłeś na mnie przez przypadek klątwę , której w żaden sposób nie da się zdjąć.
Samara była naprawdę wściekła na swojego brata, ale gdy zobaczyła jego minę trochę się uspokoiła.
-Ehh… słuchaj – zaczęła spokojnie – wiesz jaka jest sytuacja… rodzice wyjechali, teraz ja za ciebie odpowiadam, jakby ci się coś stało to mi by się za to dostało.
- Umiem o siebie zadbać- warkną Lewis.
- W to nie wątpię, jednak nie wiadomo, co się stanie – odpowiedziała Samara siląc się na spokój.
- Ty wierzysz w te zabobony ?- zapytał z kpiną w głosie Lewis.
- Faktem jest że zwierzyna jakby przepadła, tak jak mówi przepowiednia. A sześćsetna rocznica wypada w następnym tygodniu- powiedziała znowu wytrącona z równowagi Samara. Po czym ruszyła w stronę wyjścia,  ale w tej chwili przez nadal otwarte okno wpadł do środka ryś trochę większy niż przeciętny przedstawiciel jego gatunku i o dość dziwnym kolorze futra: był całkiem biały, nie licząc cętek i prawej przedniej łapy , która od połowy długości zaczynała przechodzić z białego koloru w niebieski, tak że koniec łapy był ciemnogranatowy.  Ryś trzymał w zębach list.
-Diego !- zawołała rysia Samara, na chwilę zapominając o swojej złości.
Ryś przebiegł przez pokój nie zwracając uwagi na rozlaną wodę i porozwalane po pokoju książki i upuścił list u stóp dziewczyny. Samara podniosła list, a gdy zobaczyła nadawcę listu radość ją opuściła- było to pismo urzędowe.
- Cesarz Zorfanu ogłasza, że ze względu na panujący głód podatek we wszystkich państwach zostanie podwyższony o pięćdziesiąt zeów*, które zostaną przeznaczone na walkę z panującym obecnie niedostatkiem- przeczytała na głos Samara, po czym rzuciła list na podłogę.
-super- mruknęła znowu nachmurzona – jeszcze tylko tego brakowało.
- Idę na polowanie – rzuciła jeszcze przez ramię do brata, po czym wyszła uzbrojona w kołczan i strzały. Ryś jak cień poszedł za nią. Lewis został sam, wciąż patrząc się za odchodzącą siostrą.
Gdy Samara wróciła z polowania już się ściemniało, mimo całego dnia spędzonego na polowaniu, nic nie udało jej się złapać. Nawet ryś nie zdołał nic upolować. Przeszła przez całe miasto, kierując się w stronę domu. Była kompletnie wykończona, ale gdy doszła do domu zapomniała o zmęczeniu i nieudanym polowaniu. Stanęła jak wryta. Tam, gdzie powinien być jej dom, były tylko gruzy…
Gdy Samara otrząsnęła się już z pierwszego szoku, natychmiast pobiegła do gruzów, szukając Lewisa. Nie było po nim śladu. Przerażona ruszyła w stronę miasta, w połowie drogi spotkała około trzydziestoletnią kobietę o jasnych włosach.
- Jessico ! – zawołała, gdy tylko zobaczyła kobietę i zaczęła biec jeszcze szybciej.
- Co się stało?! – zapytała Jessica widząc przerażenie dziewczyny i ślady sadzy na ubraniu samary oraz na łapach Diego.
- Dom spalony. Nie wiem gdzie. Jest Lewis- powiedziała urywanymi zdaniami dziewczyna.
Jessica bez słowa pobiegła w stronę domu, a za nią Samara. Gdy dotarły na miejsce noc zapadła już na dobre, co sprawiło że zgliszcza wyglądały jeszcze groźniej.
- O matko … - szepnęła Jessica
Samara już nie wytrzymała i zaczęła płakać.
- To moja wina… miałam go pilnować… mogłam schować gdzieś twoje książki… musiał przeczytać jakieś zaklęcie..
Jessica położyła jej rękę na ramieniu.
- Nie możesz się obwiniać, to ja miałam was pilnować, w ogóle nie powinnam przechowywać u was ksiąg… -powiedziała.
Dziewczyna gwałtownie strzepnęła jej rękę ze swojego ramienia i przestała szlochać.
- Co to było? Jakie miał szanse na ucieczkę ?- zasypała pytaniami kobietę.
- Że co ?- zapytała się Jessica zdezorientowana taką nagłą zmianą nastroju.
- Pytam się, jakie zaklęcie spaliło dom i czy Lewis miał szansę uciec- powtórzyła Samara
Jessica popatrzyła na nią smutno.
- Obawiam się, że nie mógł uciec… wasz dom na pewno nie spalił zwykły ogień. To był Ogień Zamętu, on niszczy rzeczy bez powrotnie, potrafi przyjąć dany kształt i podąża za żywą istotą, aż ją spali… chociaż…
- Chociaż co !- Samara złapała Jessicę za ramiona i potrząsnęła.
- To tylko legenda, nie powiem ci, bo zaraz pójdziesz tego szukać, i ała ! Puść mnie to boli !
Dziewczyna posłusznie puściła Jessicę.
- Wybacz, to ta klątwa, zdenerwowałam się… ale mów, co można zrobić !
- Jaka klątwa, co wy znowu robiliście z moimi książkami ?
-Nieważne, mów ! – krzyknęła zniecierpliwiona Samara.
- No dobrze… jest taka legenda, która mówi że gdy się dotrze do ostatniej z Wysp Końca Świata można spełnić jedno życzenie, ale nie może ono być wypowiedziane dla zwykłej korzyści.
- Można by …
Jessica kiwnęła głową, a Samara natychmiast rzuciła się do biegu.
- Zaczekaj ! – wrzasnęła kobieta i zaczęła biec za dziewczyną, w końcu udało jej się zatrzymać Samarę.
- Masz zamiar tam teraz iść ? Bez niczego, bez przygotowań, nie mając nawet pewności czy to prawda ?
- Jestem gotowa na wszystko- Odpowiedziała.
- Ale… ehh… po ca ja ci to mówiłam ?\dobra, trzymaj przynajmniej to- powiedziała i podała Samarze worek z pieniędzmi.
- Dziękuje- odpowiedziała i znowu zaczęła biec, nie odwracając się ani razu.
- Twoi rodzice mnie zabiją – Jęknęła Jessica, ale dziewczyna już jej nie słyszała, biegnąc z całą prędkością i widząc przed sobą tylko rozmazaną sylwetkę swojego rysia.

C.D.N

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki