FANDOM


Rozdział  1

Uderzyłam  w  metalową ścianę z ogromną siłą.  Oberwałam dość mocno, nawet jak na pół boga. Wstałam i otrzepałam się z kurzu, po czym stanęłam na krawędzi dachu i policzyłam do 10 ( po grecku). Następnie skoczyłam. Leciałam w dół do słownie przez minutę. Zaraz potem poczułam ból. Tak jakby ktoś rozcinał mi skórę. Wylądowałam w jednej z bocznych uliczek. Zaszyłam się w cieniu i zdjęłam część mojej kurtki. Na moim prawym ramieniu zobaczyłam ślady po trzech cięciach pazurami. Krew zalewała całą moją rękę. Oparłam się o ścianę i powoli osunęłam się na ziemię. Siedziałam tak przez kilka minut. W pewnej chwili zaczęłam ruszać lewą dłonią w powietrzu wykonując płynne ruchy podobne do ruchów fal. Później wypowiedziałam kilka słów po grecku (wolałam mówić w swoim ojczystym języku) i wstałam. Nie czekając na żadną reakcję ze strony mojego ojca poszłam przed siebie. Kiedy szłam, jedną z ciemniejszych ulic Nowego Yorku przypomniałam sobie, że gdzieś tutaj jest ta kawiarnia, w której pracowała moja stara znajoma. Miałam rację. Zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej była owa kafejka. Weszłam do środka i usiadłam przy samym blacie. Podeszła do mnie Cleo. Była to dziewczyna średnio w moim wieku. Miała długie, brązowe włosy w których co jakiś czas można było zobaczyć błyszczące, zielone pasemka. Jej oczy były  prawie czarne, zmieniały się na nefrytowe tylko kiedy zdradzała swoje pochodzenie.W końcu była córką Steno,  jednej z gorgon.

- Hej Nati, co tam u ciebie?- spytała jednocześnie prosząc o przygotowanie dla mnie nektaru.

-Hej, nic nowego. Kolejna misja do wykonania i wiesz bardzo się z tego powodu cieszę. W końcu odpocznę od mojego drogiego brata.- odpowiedziałam biorąc podaną mi szklankę.

-Muszę cię zasmucić. Przed paroma minutami widziałam tu Annabeth i Clariss. Słyszałam jak mówiły o jakimś szkoleniu w terenie  i że ma ich nadzorować jakiś heros z  twojego obozu i....O nie, nie mów mi, że to masz być ty?-spytała z niedowierzaniem. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową na ,,tak,, . Faktycznie  Chejron i Dionizos wspominali o jakimś szkoleniu między obozami z różnych części kontynentu.

- A już myślałam, że trochę od nich odpocznę no cóż takie życie. - odparłam po czym napiła się trochę nektaru. Uwielbiałam ten napój (jak każdy heros). Dawał nam wyjątkowo dużą odporność i siłę.  Odłożyłam już pustą szklankę na bok i spytałam- Nie wiesz w którą stronę poszły? Teraz już muszę się nimi zająć.

-Ta jasne,  widziałam jak skręcały w lewo przy pierwszym zakręcie, a potem szły przed siebie.

-Uwielbiam twój dar.-powiedziałam uśmiechając się.- Dobra to ja lecę, pa.

-Pa i powodzenia.- odpowiedziała Cleo po czym pomachała mi na pożegnanie. Zrobiła to samo po czym poszłam we wskazanym przez nią kierunku. Jak zwykle Cleo się nie myliła. Już po skręceniu w pierwszy zakręt zobaczyłam Annabeth, Clariss i Nico patrzących w górę i coś wołających. Podeszłam do nich w spojrzałam na dach budynku obok , którego staliśmy. Był na nim Percy. Trzymał się poręczy i krzyczał, że nie zejdzie puki Clariss nie przyzna mu racji. Nie wiedziałam o co chodzi, ale krzyknęłam do niego:

-Percy lepiej mnie posłuchaj i zejdź na ziemię inaczej obiecuje,ŻE POSZCZUJĘ CIĘ PSAMI WUJKA HADESA !!! I NIE ŻARTUJE !- Mój brat zawsze się mnie bał i lubiłam to wykorzystywać. Oczywiście Percy posłuchał i po kilku minutach był już na ziemi. Popatrzałam na niego z wściekłością w oczach i zapytałam o co poszło. Nikt nic nie powiedział, więc ja wytłumaczyłam im, że będę ich nadzorować podczas ich szkolenia (a przynajmniej spróbuje).  Pewne było, że chociaż jedno z nich spyta o moją misję. Nawet nie wiedziałam skąd  o niej wiedzieli. Wytłumaczyłam im  bardzo wyraźnie na czym ona polega oraz, że nie mam zamiaru mieć ich przez cały czas na głowie. Dałam im wskazówki, które dostałam od Chejrona i poszłam w swoją stronę.  Starałam się nie myśleć o tych młodych rozrabiakach i skupić się na odnalezieniu tej kostki. Skakałam z dachu na dach i  co jakiś czas podrzucałam mój sztylet. Myślałam, że dziś już nic się nie wydarzy. Myliłam się. Stałam na dachu jakiegoś budynku, kiedy nagle zobaczyłam, że tłum ludzi wybiega z muzeum. Zaraz potem zauważyłam jakiegoś dziwnie ubranego mężczyznę. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że stworzył swoje hologramy. Krzyknął coś do tych ludzi i zaczął opowiadać jakimi bezmyślnymi istotami są ludzie. ,, Tak teraz już mam pewność, że to nie człowiek- pomyślałam,, W pewnej chwili ten dziwny typek wcelował swoim dziwnym berłem w jakiegoś starca. Już myślałam, że biedak zginie. Jednak w pewnej chwili ktoś zasłonił go tarczą w niebieskim i czerwonym kolorze oraz białą gwiazdą na środku. Z pewnością był to ktoś z T.A.R.C.Z.Y., co do tego nie miałam wątpliwości. chyba wiadomo co się potem stało. Zaczęła się walka. Na początku nie było najgorzej, ale potem ten dobry zaczął nieźle obrywać. Nawet chciałam iść mu pomóc, jednak nie musiałam tego robić, ponieważ na ,,ratunek,, przyleciał mu jakiś koleś w zbroi. Ci nowojorscy yorscy bohaterowie zaczynają mnie przerażać. Po przybyciu tego żelaznego typka całe przedstawienie praktycznie się skończyło. Ja też miałam zamiar sobie pójść, ale coś na mnie skoczyło. Zwierzę przygwoździło mnie do dachu. Nie mogłam się ruszyć, ani za bardzo bronić. dopiero po chwili zauważyłam, że to mantykora. Był to potwór wielkości dużego konia o lwiej głowie i ciele oraz żądle skorpiona. Bestia zaczęła szczerzyć i widocznie miała zamiar mnie zjeść (bądź zabić). Dosłownie w ostatniej chwili chwyciłam swój sztylet i wpiłam go w brzuch potwora. Ten odskoczył do tyłu i wyciągnął ostrze ze swojego ciała. Szybko wstałam i wzięłam swoje miecze. Na początku myślałam, że ta mantykora będzie jak każda inna. Czyli na tyle słaba żeby sobie z nią poradził nawet Nico. Tym razem było inaczej. Bestia ruchem jednej łapy odrzuciła mnie tak daleko, że uderzyłam w kolumnę muzeum, przy którym ciągle byli obaj ,,bohaterowie,,. Pozbierałam się jak najszybciej mogłam i znów przygotowałam do ataku. Tym razem mantykora zaatakowała mnie żądłem. Pewnie teraz bym zwijała się z bólu i prosiła Hadesa o dobre przyjęcie. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam żądło potwora niecałe 3 cm od mojej twarzy. Wbiła się ona w tarczę jednego z ludzi T.A.R.C.Z.Y. Zrobiłam unik i chciałam wykorzystać, to że mantykora nie może używać żądła. Jednak zanim zdążyłam odciąć mu jego broń, ten uwolnił się i wbił je w moją rękę. Zaraz potem, resztką sił odcięłam żądło bestii. Ta zrobiła ledwie kilka kroków po czym zmieniła się w proch. Ja nie pamiętałam nic więcej niż to, że upadłam na ziemię i zemdlałam.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki